Wpisy

  • wtorek, 12 stycznia 2016
    • Wejście w mrok

      Rozdział X

      Polowanie czas zacząć

      Jechaliśmy znowu w milczeniu. W końcu postanowiłam coś powiedzieć. 

      -Wiesz...- powiedzieliśmy równocześnie i się zaśmialiśmy.

      -Ty pierwszy- powiedziałam. 

      -Chcę cię przeprosić, za tamtą kłótnie.  To było głupie z mojej strony powinienem ci zaufać, ty go znasz, więc nie powinienem na ciebie naskakiwać- powiedział.

      -Wkońcu mądrze mówisz-zasmialam się.

      - To co chciałaś powiedzieć?- spytał po chwili. Zaklnełam w duchu, i co by mu teraz powiedzieć...

      -Tęskniłam za toba-wyznałam i spojrzałam ukradkiem na Harrego. Uśmiechnął się, ale nic nie powiedział, tylko złapał mnie za kolano.

      Nagle volvo Liama zatrzymało sie z piskiem opon, zdezorientowany Harry nagle szybko skrecił i prawie nie uderzyliśmy w drzewo. Od razu szybko wyskoczylam z samochodu i podbieglam do drugiego auta. W połowie drogi zatrzymałam się jakbym zobaczyła ducha. Przed nami rozciagala się wielka przepaść. Podeszlam na jej skraj. 

      -No świetnie...-powiedziałam wkurzona.

      -Nie możemy tego przeskoczyc?- spytał Avan.

      -A później co? Bedziemy biec taki kawał?!-prychnał Liam.

      -A masz lepszy pomysl?-odpowiedział mu zirytowany.

      -Zamknijcie sie!-warknął Harry.- Nie mamy innego wyjścia, musimy przejsc przez tą przepaść. Inaczej nigdy ich nie dogonimy.

      Kat myśl, myśl... No przecież nie bedziesz skakać nad przełęczą, to debilne. Choc przejscie to nie byl najwiekszy problem. Gorzej z samochodami, nie powalilo mnie tak by biegnac do celu. Ale chwila... Przecież to nie możliwe że jestem, aż tak glupia. Kat cxy Ty czasem myślisz?! 

      -Złudzenie- powiedziałam.- To przecież żalosna sztuczka!

      Po tym jak uporalismy się z tą pułapka. Ruszyliśmy w drogę. Caly czas byłam zła, tak sie nabrać.Przecież to nie byla pierwsza taka sztuczka, jestem taka stara a nabrałam sie jak dziecko. Stracić tyle czasu... Ughh... A jeszcze musimy zrobic postuj w pierszej lepszej wiosce, bo wszyscy byli padnieci .


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      jula868
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 stycznia 2016 21:13
  • wtorek, 16 lipca 2013
    • Wejście w mrok

      Rozdział IX

      Ciąg dalszy kłopotów

      W samochodzie panowała niezręczna cisza.

      -Nie wytrzymam tej ciszy powiedz coś- powiedziałam. 

      -Nie wierzę że mu ufasz, on chciał nas zabić, pomóc im a ty...

      -A ja jak zawsze robię co chce blabla. Jak chcesz mi prawić kazania,  to przypomnij sobie co zrobiłeś i co zamierzaleś zrobić gdybym się tam nie pojawiła.- powiedziałam może trochę przesądziłam, ale wybił mnie z taktu. 

      -Dobrze pamiętam-powiedział i nie odezwał się już do postoju. Wyszłam z samochodu i podeszłam do drugiego.

      -To co małe polowanie?-spytałam. 

      -Jasne-powiedział Avan.

      -To wy dzieciaczki idźcie się pobawić, a ja z Kath pójdziemy na polowanie-powiedział Nicholas.

      -Nie bądź taki szybki-odparł Liam. W tym momencie spojrzałam się na Harrego. Nadal czułam gniew i żal, więc nie miałam nic do stracenia.

      -Ale on ma rację.  My idziemy na prawdziwe polowanie-powiedziałam i zaczęliśmy iść w stronę miasteczka. 

      Szybko znaleźliśmy jakąś parę idącą po chodniku. 

      -To co wracamy?- spytałam. 

      -Chcesz, żeby ta trójka na nas czekała. Jak mogłaś stworzyć takich nudziarzy- powiedział śmiejąc się. 

      -A ty jesteś lepszy?- spytałam.- To ty zmieniasz dziewczyny, a po kilku latach je zabijasz bo ci się nudzą. 

      -Dlatego nie spieszy mi się umierać, a w ogóle życie jest brutalne- zaczęliśmy sie śmiać. 

      Kiedy wróciliśmy do samochodów ich jeszcze nie było. 

      -Wiewiórki okazały się być mądrzejsze od naszych łowców- zaśmiał się Nick.

      -Jakbyś mi powiedział w 1378, że będę stwórcą wegetarianów wyśmiałabym cię,  pamiętasz jak się kiedyś bawiliśmy? To było życie- wspomniałam.

      -Ale poznaliśmy się w 1054 roku- powiedział. 

      -Wtedy się nie bawiliśmy,  tak jak od 1340 do 1584- poprawiłam go.

      -A całkiem możliwe. Haha, a ich jeszcze nie ma- powiedział. 

      W końcu wyłonili się z lasu cali brudni.

      -Wiewiórki dały wam nieźle w kość- zaśmialiśmy się.

      -Muszę cię uświadomić,  że to nie były wiewiórki tylko wilkołaki-powiedział Liam.

      -Ile?-spytałam czując, że Nicholas będzie dodać jakąś obelgę.

      -Około 5- odparł Avan.

      -Nie dalibyście rady trzem a co dopiero pięciu- odparłam.

      -Chcesz to chodź sprawdź-odparł pewnie siebie Avan.

      -Mam jedno pytanie-wtrącił się Nicholas.

      -Mów- powiedział Liam.

      -Czy te wasze wilkołaki zmieniły się w ludzi kiedy je zabiliście?-spytał.

      -Nie zabiliśmy ich uciekły- powiedział Avan.

      -Daliście im uciec! ?- spytałam zdziwiona i zła.

      -Musimy już stąd spadać jak najszybciej- powiedział Nicholas.

       Wsiedliśmy do samochodów tak jak wcześniej i ruszyliśmy dalej w drogę. 



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      jula868
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 lipca 2013 21:35
  • poniedziałek, 15 lipca 2013
    • Wejście w mrok

      Rozdział VIII

      Powrót do przeszłości

      Jadąc drogą zastanawiałam się gdzie teraz. W końcu stwierdzilam ze musze przeszkodzic Luisowi, Zackowi i Michałowi tylko jak? Narpierw musze znaleźć swoja wioskę. Nagle poczułam że Harry i Liam są w niebezpieczenstwie.

      -Cholera!- krzyknelam. Szybko zachamowala m i zawrocilam. Na miejscu szybko wyskoczylam z auta, wbieglam do domu.

       -Kat!!!- uslyszalam krzyk.

      Od razu pobieglam w tamtą stronę. Okazało się że glos krzyczy z gabinetu więc szybko sie tam znalazłam. Na podłodze leżał Brad a wszyscy kleczeli wokół niego.

      -Co się stało? - spytałam.

      -Byli tu. Wrócili byłem w tedy na polowaniu... -jego glos sie załamał.

      -Harry to nie twoja wina - staralam się go pocieszyć. -Bo to twoja wina, to przez ciebie tu przyszli i to przez ciebie Brad nie żyje- powiedział ze wściekłością Liam, kiedy się odwrócił skoczył na mnie. Przewracają nas na podłogę. Szybko go zablokowałam.

      -Liam puszcze cię, a ty się uspokoisz- puściłam go i wstałam. Znów chciał mnie zaatakować,  lecz tym razem bylam szybsza i skręciłam mu kark.

      -Nie musisz być zawsze taka...

      -Jaka? Avan powiedz mi jaka nie muszę być,  gdyby nie ja zginął byś! - warknęłam i wyszłam z pokoju.

       Dogonił mnie Harry.

      -Katherine wiesz, że on nie mówił tego na serio jest w szoku- powiedział Harry. Wyszliśmy na zewnątrz.  Na ganku Harry złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie. Objął mnie rękami w tali.

      -Harry...- przerwał mi calujac mnie w usta.

       Kiedy przestaliśmy się całować Liam już się ocknął. 

      -Muszę już iść-powiedziałam zdejmujac jego ręce. 

      -Stój!  Nadal nie rozumiesz jak jestesmy osobno dzieje sie coś takiego!- krzyknął i złapał mnie za ramię, by mnie odwrócić- Kto ma jeszcze zginąć byśmy w koncu się nie rozdzielili?- spytał. 

      Chciał coś jeszcze dodać,  lecz mu przerwalam.

      - Przestan nie mów takich rzeczy!- odpowiedziałam .

      - Zostań,  albo weź nas ze sobą- powiedział już spokojnym tonem. - I nawet nie próbuj odpowiadać nie, bo sam do nich pójdę z prośbą by mnie zabili- i po tych słowach dostał prosto w policzek.

      -Niech ci będzie macie pięć minut, a tak przy okazji gdzie Nicholas? 

      - Albo w piwnicy, albo go zabrali- odpowiedział Harry.

      -Pójdę sprawdzić, a wy szykować się- rozkazałam i poszłam do piwnicy. Wyczulam że Nicholas nadal tu jest.

      -I co zapomnieli o tobie?-spytałam z nutka kpiny w głosie. 

      -O co ci chodzi?- spytał.  Oswiecilam światło.  Nicholas siedział na podlodze oparty o ścianę. Na jego ciuchach widac bylo plamy z krwi. Chłopcy musieli go nieźle poturbowac. 

      -Nie ważne, a teraz mnie uważnie posłuchaj. Albo skończysz z nimi i nam pomożesz, albo cię tu zostawimy na pewną śmierć.  Co wybierasz?- spytałam. 

      -Pytasz mnie jakbym miał jakieś wyjście- uśmiechnął się.- A wiesz, że chce jeszcze pożyć.

      -Cieszę się, że chcesz nam pomóc,  ale tak na wszelki- spojrzałam mu w oczy, tak wlasnie wampirze moce.- Mów- rozkazałam.

      -Oni wiedzą gdzie iść znaleźli już kogoś- odpowiedział. 

      -Gdzie idą? - spytałam. 

      -Wiesz, że twoja wioska już nie istnieje?- spytał. 

      -Tak ona nie istnieje, chcesz coś jeszcze dodać i przejść do sedna czy będziemy się w to bawić?- odparłam.

      -Ja mogę się bawić- odparł. Uderzyłam go w twarz.

      -Ale ja nie, mów-rozkazałam.

      -No więc, powiedzmy, że twoja rodzina schowała się przed nami bardzo dobrze, ale na tym świecie są jeszcze inne potwory- powiedział. 

      -Czyli chcesz powiedzieć, że moja rodzinę znalazła bada wszawych psów? - spytałam kpiąco.

      -Katherine!  Jesteśmy gotowi ruszajmy- krzyknął Harry.

      -Zbieraj się- powiedziałam do Nicholasa.- Co się tak patrzysz nie zostawię cię tutaj wiec wstawaj.-dodałam.

      Weszliśmy na górę. 

      -Znajdźcie mu jakieś ubranie- powiedziałam do chłopców.

      -On jedzie?!-spytał się oburzony Liam.

      -Masz jakiś problem? Czy wolisz jechać w bagażniku?- spytałam.-No znajdźcie mu ciuchy bo te są całe w krwi- powiedziałam. 

      Kiedy w końcu wszyscy byli gotowi wyszliśmy na dwór. 

      -Ja prowadzę- powiedział Nicholas. 

      -To ja go pilnuję-odparł Liam.

      -Ja biorę drugie- dodał Harry.

      -Jadę volvo z Liamem i Nicholasem-powiedział Avan- A wy jedźcie porsche-dodał. 

      -Jedźcie przodem i bez wygłupów- powiedziałam siadając na miejscu pasażera.  



       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      jula868
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 lipca 2013 19:54
  • czwartek, 28 marca 2013
    • Wejście w mrok

      Rozdział VII

      Tylko nie to

       -Myślałaś, że tak łatwo odpuszczę?- spytał znowu głos i postać wyłoniła się z cienia. 

       -Tak szczerze to tak właśnie myślałam- odparłam.

       -To się pomyliłaś- powiedział.

       -Właśnie widzę- odpowiedziałam.

       -Czas na rewanż- dodał spokojnie zbliżając się do mnie.

       -Życzę ci powodzenia- powiedziałam i przewróciłam łóżko w jego stronę. Szybko zaczęłam biec w dół.

       -Uciekajcie stąd szybko! Wiać!!!!- krzyczałam.

        Wszyscy wybiegliśmy na dwór i czekaliśmy. W drzwiach się pojawił wysoki blondyn ubrany w czarny płaszcz białą bluzkę i jensy. 

       -I co nie uciekasz?- spytał.

       -Czemu mam uciekać?- odpowiedziałam pytaniem.- Nie chcę tylko zniszczyć domu- dodałam.

       -Wiesz, że jestem od ciebie silniejszy?- zadał kolejne pytanie i uśmiechnął się pewnie.

       -Wiesz, że nas jest więcej- uśmiechnęłam się zadziornie.

       -Stop! Może w końcu wytłumaczysz nam kto to jest?- spytał Avan.

       -Nie mówiłaś o mnie?- spytał udając oburzonego. Wzruszyłam ramionami.

       -Jakoś tak wyszło, że nie powiedziałam o takim

       -Nie pozwalaj sobie- przerwał mi.

       -Skończ to Nicolas- odburkłam.

       -Czemu? Świetnie się bawię- powiedział uśmiechając się.

       -Nie sądziłam, że jesteś takim głupkiem! Wiesz, że nie masz szans... Grasz na czas...- szybko do niego podbiegłam i cisnęłam go o ścianę, łapiąc go za szyję. -Gadaj!- rozkazałam.

       -Jak mnie zabijesz to tak czy inaczej się nie dowiesz- wysyczał.

       Zdjęłam rękę z jego szyji, a on upadł na ziemię.

       -A teraz... Gadaj!- warknęłam.

       -Twoi koledzy kazali mi cię zatrzymać- wydyszal.

       -Muszę już uciekać- powiedziałam.

       -Jak to! Przez tego głupka już odchodzisz?- spytał Avan.

       -Idę się spakować- powiedziałam i poszłam do pokoju.

       -I co nie powstrzymasz jej?- spytał Avan w odali.

       -Jej się nigdy nie powstrzymało i nie powstrzyma. A teraz łap go za nim zwieje- powiedział Liam.

        Szybko się spakowałam do plecaka i poszłam się pożegnać. Wszyscy nadal czekali na dworze.

       -Na prawdę mi przykro, że nie mogę ci pomóc Avan, w szkole i wogóle, ale muszę załatwić kilka spraw szybciej niż myślałam. Chłopcy ci pomogą. Wróce za kilka tygodni może nawet miesięcy- powiedziałam.- Do zobaczenia- dodałam.

       -Do zobaczenia- powiedzieli chórem.

       -A co z nim?- spytał Brad.

       -Możecie go zabić nie jest już potrzebny i chyba nic z niego już nie wyciągniecie- powiedziałam.

       -Nie zabijajcie mnie powiem wam wszystko!- krzyknął.

       -Róbcie co chcecie. Ja już spadam- uśmiechnęłam się i podeszłam do czarnego porsze.- Pożyczam- dodałam i wsiadłam.

       Wyjechałam na drogę. Postanowiłam pojechać przed siebie śladem Michała i reszty.


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      jula868
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 marca 2013 17:22
  • niedziela, 17 lutego 2013
    • Wejście w mrok

      Rozdział VI

      Początek problemów

       Kiedy wróciłam do domu od razu weszłam do salonu w, którym było cicho. Poszłam do pokoju Avana nie było go. Brada i Liama też nie mogłam znaleźć. W końcu zapukałam do pokoju Harrego.

       -Prosze- usłyszałam. Szybko otworzyłam drzwi. I od razu się przestraszyłam.

       -Gdzie oni są?- spytałam histerycznie.

       -Cały czas są w domu- odparł łapiąc mnie za ramiona i uspokajając.  

       -To gdzie oni są?- spytałam już bardziej spokojnie.

       -Sprawdzałaś w piwnicy?- spytał z uśmiechem.

       -Zapomniałam- odparłam.- Chodźmy tam- dodałam.

        Wyszłam nie czekając na odpowiedź. Zeszłam po schodach i udałam się w kierunku drzwi do piwnicy. Następne schody i nic. Poszłam w głąb. Odkryłam, że tam są jeszcze jedne drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam, ze grają w pokera. W koncie kucały trzy przestraszone dziewczyny. 

       -Co wy tu robicie?- warknęłam. 

       -Bawimy się nie widać- odpowiedział Liam

       -No właśnie za bardzo widać- odparłam.- Kim one są?- spytałam wskazując na dziewczyny pod ścianą.

       -Nasze przekąski- odparł.- Jak pani się pyta to się odpowiada- warknął.

        Jedna z nich się podparła i spojrzała na mnie, lecz szybko odwróciła wzrok i spojerzała na podłoge.

       -Ja... jestem Lana, a to... Daria i Mara- powiedziała.

       -Nie było mnie przez chwile, a wy zdążyliście się upić i zrobić to wszystko!!!!- odparłam w gniewie.

       -Ale Harry pozwolił- powiedział Avan. Nawet nie zauważyłam, że już mnie do gonił. Zauważyłam jak Harry właśnie piorunuje go spojrzeniem.

       -Pozwoliłeś na to?!- spytałam zdziwiona i oburzona.

       -No tak, ale... Nie mieli sprowadzać jedzenia do domu...- usprawiedliwiał się.

       -Ok- powiedziałam łagodnie.- Macie jedną minute by to wszystko sprzątnąć i sie ich pozbyć. Nie obchodzi mnie jak wam się to uda i jak się ich pozbędziecie. Ma ich tu nie być i żeby nie pamiętały co tu się stało- warknęłam.

       -Zwariowałaś!!! Od kiedy jesteś ta nie fajna?- spytał Liam.

       -Od wtedy gdy ten dom może spłonąć!- warknęłam.- Zostało wam 20 sekund- powiedziałam wychodząc z piwnicy.

       Usłyszałam już tylko jak Harry wrzeszczy na resztę. Otwarłam drzwi do swojego pokoju. Wygody urządzony w nowym stylu. Duży, niebiesko, fioletowe ściany. Łóżko duże i wygodne. Telewizor na ścianie. Regał prze ścianie i dwa fotele. Na środku stały dwie sofy i mały stoliczek.

       -Czy ty myślisz, że się mnie pozbędziesz?- spytała jakaś osoba w kącie.

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      jula868
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 lutego 2013 02:02
  • niedziela, 10 lutego 2013
    • Wejście w mrok

      Rozdział V

      Żądze

       Przeszukaliśmy cały dom. Nic nie znikło, ale prawie wszystko zostało zniszczone. Poszłam jeszcze do gabinetu. Na ścianach między regałami wisiały portrety mojej nowej rodziny. Było ich około siedem. Jeden był mój. Miałam wtedy ciemno brązowe loki i sukienkę w kolorze lawendowym, pamiętam do dziś jak była obcisła. Obok wisiał portret Harrego, a następny Liama. U nich było widać tylko ramiona od czarnych płaszczy. Nad ogromnym biurkiem zawisł ogromny obraz, byłam tam ja, Harry, Liam, i nasi przybrani rodzice czarodzieje, którzy już nie żyją, znaczy tak sądzę. Ojciec z matką na kanapie. Ja z Harrym za nimi i Liam kucał przed sofą. Na drugiej ścianie wisiały portrety Mari i Cartera. 

       -Gdzie jest reszta?- spytałam.

       -Skąd wiesz, że tu jestem?- odpowiedział na pytanie pytaniem. 

       -Odezwałeś się- odparłam.- A tak szczerze to nie umiesz się skradać Harry- dodałam.

       -Zapomniałem, że ciebie nie da się zaskoczyć- powiedział.

       -Gdzie reszta?- spytałam ponownie.

       -Portrety zostały spalone. Nikt już nie chciał ich już oglądać za dużo wspomnień. A ten, który tam wisi- wskazał na portret na którym byliśmy wszyscy.- Został troszeczkę zmieniony- wyjaśnił.

       -Nie ma już Jamsa i Mandy. Kiedy zginęli?- zadałam następne pytanie.

       Przypomniałam sobie niską Mandy i wysokiego Jamsa, których spotkaliśmy w tym mieście. Była to bardzo urocza para. Zawsze roześmiani, lecz zginęli, a ja nic nie wiem.

       -Kiedy? Gdzie? Czemu? I kto? -zadałam następne pytania.

       -Kilka lat po twoim zniknięciu, właśnie wtedy byli tu pierwszy raz. Wtedy James nie wytrzymał. Głupek poszedł tam sam i zginął. Mandy była załamana. Raz jej nie upilnowaliśmy i uciekła do nich. Prosiła ich oto by ją zabili. My przybiegliśmy za późno- powiedział i pokręcił głową.- To moja wina- dodał siadając na sofie.

       Siadłam koło niego. 

       -To nie jest twoja wina- powiedziałam z przekonaniem.

       -Nie wiesz co się wtedy stało- znowu pokręcił głową.- Ja miałem jej pilnować...

       -Zamknij się! To nie jest twoja wina nie patrz wstecz, myślisz, że jak będziesz się tak użalał to wrócą?- spytałam nie licząc na odpowiedź.- Wstawaj. Idziemy nie ma co tu siedzieć- dodałam i wstałam.

       Zaczęłam iść do drzwi. Harry szybko mnie wyprzedził i otworzył mi drzwi z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech. Wyszliśmy na korytarz. I nagle usłyszałam tłuczone szkoło. Wymieniliśmy spojrzenia i pobiegliśmy na dół. 

       -Co tu się dzieje?- spytałam.

       -Nic, tylko różnice poglądów- odparł spokojnie Liam.

       -Jak małe dzieci, ale możecie nie niszczyć nam zastawy?- powiedziałam.

       -Jasne- powiedzieli równo.

       -Fajnie, że się dogadujecie. Szybciej będę mogła odejść- powiedziałam.

       -Kiedy chcesz odejść?- spytał Harry.

       -Co?- oburzył się.- Tak po prostu pozwolisz jej odejść!- krzyknął Avan.

       -Spróbuj ją tu zatrzymać. Życzę ci powodzenia- zaśmiał się Harry.- Idę do siebie- dodał spokojnie wchodząc po schodach.

       -Ja spadam na polowanie- powiedziałam otwierając drzwi.

       Wyszłam na dwór było ciemno, gdyby nie tarcza księżyca normalny człowiek nie widziałby nic. Idealna pora na polowanie, pomyślałam. Zaczęłam biec wśród drzew w stronę miasta. Świeciły się lampy uliczne. Słychać było śmiechy w barze, i nagle usłyszałam bicie serca. Szybko namieżyłam osobę, która sama błąkała się po mieście. Była to drobna dziewczyna. Szła szybko. Zatorowałam jej drogę.

       -Przepraszam -powiedziała próbując mnie ominąć.

       -Nie wydaje mi się- odparłam.

       Szybko się zbliżyłam i ugryzłam ją w szyje. Poczułam jej krew była słodka. Tak słodka, że aż było mi niedobrze. W końcu przestałam czuć jej puls.


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      jula868
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 lutego 2013 16:14
  • czwartek, 07 lutego 2013
    • Wejście w mrok

      Rozdział IV

      Stare znajomości

       Czekałam w ciszy na odpowiedź. Liam się niecierpliwił, a Harry dołączył do nas.

       -No więc musicie czegoś chcieć- powiedziałam.

       -Czemu niby tak uważasz- odparł spokojnie Michał.

       -Z tego, że coś chcesz. Przejdź do rzeczy- ponagliłam. 

       -No więc potrzebuje krwi osoby z twojej rodziny, więc na pewno wiesz gdzie jest teraz twoja rodzina. Powiesz mi i spadamy- odpowiedział Michał.

       -Po co wam nie wiem gdzie są- odparłam.

       -Wiem, że kłamiesz- powiedział spokojnie.

       -Ja wiem, że ich nigdy więcej nie widziałam- odparłam.

       -Jak tak to my sami ich znajdziemy- odparł z obojętnością.

       -Miłego szukania- powiedziałam.

       -Katherin na pewno ich znajdziemy- stwierdził Zack.

       -Życzę wam powodzenia, a teraz zostawcie to miasteczko w spokoju- odparłam.

       -Niech ci będzie, ale się nie przyzwyczajaj. W wrócimy tu- dodał i zniknęli. 

        Podbiegłam do Avana i Brada. Na szczęście otwierali już oczy. 

       -Żyjecie! Mówiłam wam byście polowali w mieście!- powiedziałam.

       -Na ludzi?- spytał oburzony Brad.

       -Nie na psy jasne, że na ludzi- odpowiedziałam.

       -Ale to jest złe- tłumaczył Brad.

       -A potem się dziwić, że jesteście tacy słabi- odparłam.

       -Ale my jesteśmy pewni, że byliśmy kiedyś ludźmi, a nie jak ty mordercami- odparł Liam.

       -Wybaczcie, że jestem wampirem, a wy marnymi podróbkami- warknęłam.

       -Nie gorączkuj się tak- odpowiedział Brad.

        Pokazałam kły i warknęłam. Cofnął się i schował za Harrym. Zaśmiałam się.

       -I to ma być wielki i potężny wampir, który żywi się zwierzętami- zaśmiałam się jeszcze raz.

       -A ja?- spytał Harry.

       -Niech ci będzie ty będziesz wyjątkiem, bo kiedyś ją piłeś- powiedziałam bez przekonania.

       -Co!!! Piłeś ludzką krew??- krzyknął zdziwiony Brad.

       -Zaraz go zabije!- warknęłam.- Wracajmy do domu- powiedziałam już spokojniej.

       -Wróćmy do domu- powiedział nagle Avan.

       -Czym szybciej tam wrócimy tym lepiej- powiedział spokojnie Brad.

       -Jak jeszcze tam stoi- poprawiłam.

        Na szczęście się myliłam. Dom stał jak stał, lecz w środku nie było jak wcześniej.

       -Cholera!- krzyknęłam na wejściu.- Te debile. Musieli zacząć tu szukać!- dodałam wkurzona.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wejście w mrok”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      jula868
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 lutego 2013 22:16
    • Chora, nie umysłowo, chociaż może już trochę ;)

      Choroba zawsze musi cię dopaść gdy tak jej nie chcesz :( Ledwo mogę mówić i połykać a tabletek dali mi strasznie dużo. No po prostu masakra! A teraz zaczynają mi się ferie. Świat mnie nienawidzi! Kilka osób już na pewno słyszało jak to mówię :)  Oczywiście to za mało boli mnie jeszcze tak dokładnie to wszystko przez granie w ręczną. Ostatnio to bardziej przypomina zapasy, lub ragby niż ręczną. :) 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      jula868
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 lutego 2013 21:29
  • piątek, 01 lutego 2013
    • Wejście w mrok

      Rozdział III

      Początki

       Zostałam sama z Liamem i Harrym, gdyż Brad i Avan poszli na jego pierwsze polowanie. Nigdy nie byłam mocna w uczeniu, więc zostałam. Niech się nowy wykarze.

       -Ciekawe kiedy wrócą?- spytał Liam

       -Ty nie byłeś lepszy- odparłam.

       -Bo miałem beznadziejnego nauczyciela- odpowiedział.

       -Mogłam cię zostawić dryfującego na oceanie- wymksneło mi się.

       -Nic i tak nie zmienisz nadal będziesz kiepskim nauczycielem- odparł beztrosko.

       -Skończ już wreszcie Liam!- warknął Harry.

       -Ok,ok. Nie gorączkuj się tak. Strasznie się zmienił od ostatniego spotkania. Postanowił być przywódcą- powiedział Liam. Kaszlnęłam.

       -Oczywiście ty zawsze będziesz na samej górze stworzycielko- tłumaczył się Harry. Zaśmiałam się.

       -Z tym kaszlem żartowałam. Spoko, ale nie zapominaj o tym co powiedziałeś- dodałam.

       -Widzisz nie jest, aż taka straszna- powiedział Harry.

       -Co się zmieniło gdy mnie nie było?- spytałam zmieniając temat.

       -No wprowadziły się nowe wampiry i chyba im się tu spodobało, bo widzimy ich już trzeci raz- odpowiedział Liam.

       -Czekaj, czekaj, a oni są teraz tutaj?- spytałam z ich skwaszonych min domyśliłam się, że są tu.- I właśnie dlatego wysłaliśmy dwa słabe wampiry same do lasu, może być już za późno- krzyknęłam.

       -Uspokój się nic im nie grozi- powiedział spokojnie Harry.

       -Nie jestem tego przekonana- odparłam z wyrzutem.

       -Jak będziesz miała takie nastawienie na pewno coś się stanie- odburknął Liam.

       -Już coś się stało- powiedziałam wstając i idąc do drzwi.

       -Nie czekaj!- usłyszałam za sobą krzyk Harrego. Szybko mnie dogonił i pociągnął mnie za rękę.- Nie wychodź. Beze mnie- dodał.

       -Obojętne- odparłam wychodząc z domu. Było strasznie ciemno, ale wiedziałam, że coś jest nie tak. -Który z was stworzył Brada? -spytałam.

       -Ja- odpowiedział Liam.- Jak możesz tego nie wiedzieć- udał oburzonego.

       -Oj tam, powineś czuć gdzie on jest- powiedziałam spokojnie.

       -A ty nie czujesz Avana?- spytał Harry.

       -On nie jest stworzony z mojej krwi- odparłam.- Wypił krew wampira, który już nie żyje- dodałam.

       -Bradowi grozi nie bezpieczeństwo teraz to czuje- powiedział.- Tam!- krzyknął i zaczął biegnąć w stronę lasu.

       No tak lasu, nie może być to coś mniej oczywistego? Spytałam samą siebie, pobiegłam za nimi. Liam zatrzymał się nagle jak sparaliżowany. Kiedy go dogoniłam zobaczyłam czemu go tak załatwiło. Na polanie leżały dwa ciała, a nad nimi trzy postacie. Nie mogłam rozpoznać ich rozpoznać, choć instykt podpowiadał mi, że to Michał, Zack i Luis. Więc jednak trzech. Jedynie Harry trzeźwo myślał i podbiegł do ciał. Zmusiłam się tam podbiec jakby go zaatakowali. Usłyszałam szelest i zobaczyłam jak Liam mnie wyprzedza i atakuje pierwszego z brzegu wampira. Poleciał na drzewo. Jak najszybciej do nich podbiegłam i odparłam atak jednego z wampirów. Nagle się zatrzymali. Staneli w jednej lini.

       -Proszę, proszę. Kogo my tu mamy czy to nie Katherin?- spytał Luis.

       -No fakt jak mogliśmy jej nie rozpoznać od razu?- dodał Zack.

       -Co tu robisz?- spytał Michał.

       -To nie twój interes. Pytanie brzmi: Co wy u robicie?- spytałam.

       -Tylko przyjazdem- odparł z uśmiechem Zack.

       -Moje źródła mówią mi, że nie jesteście tu pierwszy raz- odparłam.

       -I co z tego- odpowiedział, po chwili uśmiechnął się.-Czy to twoi znajomi?- spytał wskazując na dwa ciała leżące na polanie.

       -Nic im nie jest- odpowiedział Harry.

       -Zaraz to się zmieni- uśmiechnął się Luis.

       -Spróbujesz ich tknąć!- ostrzegł Liam.

       -Czego chcesz?- spytałam spokojnie.

       -Ty się ich pytasz czego chcą, oni nas chcą zabić!- krzyknął, a w jego głosie słychać było nutę histerii.

       -Uspokój się i zamknij Liam- warknęłam.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wejście w mrok ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      jula868
      Czas publikacji:
      piątek, 01 lutego 2013 23:10
  • środa, 30 stycznia 2013
    • Wejście w mrok

      Rozdział II

      Wprowadzenie

       -Gdzie idziemy?- spytał Avan.                         

       -Gdzieś- odpowiedziałam, po chwili dodałam.- Idziemy do kogoś, a raczej do kilku osób, które ci pomogą.

       -Czy to są osoby, które ci pomogły wcześniej?- spytał.

       -Nie mogli ja ich stworzyłam około 1020 roku- zaśmiałam się.

       -Myślałem, że nie chciałaś nikogo zmienić- powiedział.

       -Byłam sama przez tyle lat, a oni prawie umierali Liama rzuciła dziewczyna i chciał się utopić. Dryfował na wodzie kiedy go znalazłam. Jego serce ledwo ciągnęło. Przemieniłam go. Po dwóch latach zmieniłam jeszcze jednego chłopaka miał na imię chyba Harry, lub Marek jakoś tak- powiedziałam.

       -Nie pamiętasz kogo stworzyłaś?!- oburzył się.

       -Jesteś nie znośny!- krzyknęłam.

       -No co jak można nie pamiętać imienia osoby jaką się przemieniło!- wyrzucał mi.

       -Skończyłeś?- spytałam.

       -Tak- odparł.

       -Radze ci nie prawić mi teraz morałów, bo zostawię cię na ich pastwę- odpowiedziałam.

       -Oj tam. I tak mnie tam miałaś zostawić. Gdzie zmierzamy?- spytał.

       -Zobaczysz. A teraz się zamknij- odparłam.- Chodź- dodałam po chwili.

       Zaczęłam biegnąć wśród drzew, przez pola, po wodzie, aż w końcu zatrzymałam się na końcu tego potężnego lasu sprawdzając czy Avan się nie zgubił. Zobaczyłam go w oddali. Nie miałam wyjścia musiałam czekać. 

       -Ile można na szczęście to już tu- pokazałam przed siebie. 

       -Ale przecież to miasteczko wygląda jak z obrazka spokojne i poukładane- powiedział.

       -W 1854 takie nie było sprawdzimy?- spytałam idąc w stronę miasta. 

       -Sprawdzę z tobą- odparł i szybko do mnie dołączył.

       Szliśmy ulicami miasta. Przeszliśmy przez całe miasto i poszliśmy drogą, potem jeszcze skręciliśmy i naszym oczom ukazał się duży stary dom.

       -Łał- wyrwało się Avanowi.

       -Wiem to mój dom- odparłam i poszłam w jego stronę.

       -Czekaj, a ja- szybko mnie dogonił.

       -Zaczynasz się bać?-spytałam.

       -Ja nigdy się nie boje- odpowiedział.

       -Na pewno będziesz w towarzystwie przynajmniej dwóch bardzo silnych wampirów?- dodałam.

       -Jak przynajmniej? Mówiłaś, że ich będzie dwóch plus ty trzech wampirów zniose- odparł. 

       -Nie wiem czy ich jest dwóch- odparłam.- Przyzwyczaisz się- powiedziałam z pewnością otwierając drzwi. Kiedy weszłam do środka skoczył na mnie jeden wampir. Bez problemu położyłam go na ziemie.- Ej to ja- powiedziałam, kiedy Liam szykował się do skoku.

       -Brad zostaw ją- powiedział Liam.

       -Proszę, proszę kto nas odwiedził- odezwał się głos na korytarzu.

       -Tylko jest was trzech?- spytałam podejrzliwie.

       -W tym domu tylko trzech- odparł Liam.

       -A w mieście?- zadałam kolejne pytanie.

       -Razem z wami to około siedmiu i razem oczywiście z nami- odparł Brad.

       -Kim jest reszta?- spytała podejrzliwie.

       -To tylko zwykłe wampiry Luis i Michał- odpowiedział spokojnie Harry.

       -A gdzie Zack?- spytałam.

       -Ich jest tylko dwóch- odparł pewnie siebie Liam.

       -Nie, nie ich na pewno było trzech. Na pewno podczas ostatniego spotkania-zastanowiłam się- Czy on zginął, czy tylko się ukrywa?- spytałam bardziej samą siebie niż ich.

       -Możliwe- odparł po chwili Harry. No właśnie Harry przypomniałam sobie. 

       -Jak dobrze was widzieć całych- powiedziałam z uśmiechem.

       Liam wysoki wysportowany blondyn uśmiechnął się. Harry równie wysoki jak i wysportowany, lecz miał krótkie rozczochrane brązowe włosy i jasno niebieskie oczy. Brad nie znam go za dobrze, ale wydaje mi się, że poznałam go w 1854, kiedy byłam u nich ostatni raz. Nie zbyt zadbanej postury niższy ode mnie. A teraz właśnie układał swoje czarne włosy. 

       -Zapisałem was już do szkoły- powiedział Brad.

       -Świetnie znowu szkoła i tony makulatury z tymi dyplomami- pożaliłam się.

       Wszyscy wybuchneli śmiechem. Zaczęłam się śmiać z nimi. 

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      jula868
      Czas publikacji:
      środa, 30 stycznia 2013 21:16